niedziela, 11 listopada 2012

30.

Jest godzina 21, a ja niedawno wstałam. Hahaha, nie to żebym tak spała od wczoraj, gdyż zdążyłam w międzyczasie przetransportować się do Poznania, co wydawało się być baaaardzo głupim pomysłem dziś rano, ale jak tylko dojechałam do mieszkania o 14 to padłam. Miniony weekend był... hmmm szalony! :)

W czwartek pojechałam do Goleniowa poprowadzić warsztaty z tańca współczesnego i high heels. Byłam strasznie, brzydko mówiąc"obsrana" przed zajęciami. Tak naprawdę pierwszy raz, ktoś zaprosił mnie do siebie na warsztaty, więc miałam świadomość, że nie mogę dać ciała i muszę sprostać ich oczekiwaniom. Już nie było moich dzieciaczków które znałam milion lat i uwielbiałam prowadzić z nimi zajęcia, bo czułam się po prostu pewnie, tylko nowe osoby, pragnące nauczyć się ode mnie czegoś konkretnego. Siedząc w pociągu do Goleniowa układałam sobie w głowie wszystko co chciałabym powiedzieć, jak zacząć, jak skończyć jak interpretować słowami swoją choreografię. Byłam zakichana okropnie, bo nie chciałam ich zawieść, a tym bardziej moich koleżanek które mnie tam zaprosiły. Jak się okazało, niepotrzebnie tym wszystkim się tak przejmowałam, gdyż spędziłam z nimi naprawdę fajne 3h, przekazałam multum swoich tzw. "mądrości", pokazałam im dużo nowych rzeczy, otworzyłam oczy na różne aspekty ruchu i mam ogromną nadzieję, że choć jeden procent z tego wszystkiego co z nim robiłam kiedyś się im przyda. Dziękuję bardzo bardzo bardzo za zaproszenie dziewczyny!!! :*

Prosto z warsztatów pojechałam do Kołobrzegu. Spotkałam się (w końcu!) z moją kochaną Martą na małe słodkie co-nieco, przegadałyśmy kilka godzin, wyśmiałyśmy się i nareszcie czuję się usatysfakcjonowana, że nadrobiłyśmy "zaległości". Dziękuję Ci Martulka bardzo bardzo bardzo za to! :* czeeeekam na Ciebie w Poznaniu za 2 tyg. kochana!
Odwiedziłam mój ukochany VSDS, oczywiście ja jak to ja, przy okazji wpakowałam się jeszcze w tańczenie na meczu, co swoją drogą bardzo lubię :) Dymcia zrobił świetną chorełkę do Can I Have It Like That, Pharrella. Wieczorem wybrałam się z Adrianą do saksofonu. Jak zwykle przez miliard godzin nie mogłyśmy się nagadać. Ta dziewczyna nie przestanie mnie zadziwiać, poważnie ; *

z kolei w sobotę z rana wybrałam się do garnizony odwiedzić moje dzieciaczki i popatrzeć na ich poczynania podczas mojej nieobecności. Polunia, słoneczko mocno się mną zestresowała - przepraszam :* Marta chill totalny, profeska 100%, uwielbiam ją normalnie! Później szybkie pakowanko i na mecz. Kotwica wygrała oczywiście! Zapomniałam już jak bardzo mocno kocham mecze koszykówki. Jednak śledzenie statystyk na PLK podczas zajęć z fonetyki, to nie to samo co oglądanie meczu na żywo.
Wieczorem Thomas obchodził urodziny, więc była gruuuuba biba, hahahaha! Szczegółów nie zdradzę, ale było naprawdę ostro! Dzisiaj o 8 jak wstawałam na pociąg miałam ochotę strzelić sobie kulkę w pękający łeb i przypomniałam sobie, że kac morderca nie ma serca i nic mi nie pomoże, podczas 4 godzinnej podróży do Poznania. Dlatego właśnie przed chwilą wstałam ;)

btw właśnie się zorientowałam, że to jest mój 30 post... maaaatko jak to szybko zleciało! 

wrzucam duuuużo zdjęć z ostatnich dni i do usłyszenia! 




piernikowe latte i już czuję święta!



mniami dinner 










my lovely sister!:*







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz