Jest godzina 21, a ja niedawno wstałam. Hahaha, nie to żebym tak spała od wczoraj, gdyż zdążyłam w międzyczasie przetransportować się do Poznania, co wydawało się być baaaardzo głupim pomysłem dziś rano, ale jak tylko dojechałam do mieszkania o 14 to padłam. Miniony weekend był... hmmm szalony! :)
W czwartek pojechałam do Goleniowa poprowadzić warsztaty z tańca współczesnego i high heels. Byłam strasznie, brzydko mówiąc"obsrana" przed zajęciami. Tak naprawdę pierwszy raz, ktoś zaprosił mnie do siebie na warsztaty, więc miałam świadomość, że nie mogę dać ciała i muszę sprostać ich oczekiwaniom. Już nie było moich dzieciaczków które znałam milion lat i uwielbiałam prowadzić z nimi zajęcia, bo czułam się po prostu pewnie, tylko nowe osoby, pragnące nauczyć się ode mnie czegoś konkretnego. Siedząc w pociągu do Goleniowa układałam sobie w głowie wszystko co chciałabym powiedzieć, jak zacząć, jak skończyć jak interpretować słowami swoją choreografię. Byłam zakichana okropnie, bo nie chciałam ich zawieść, a tym bardziej moich koleżanek które mnie tam zaprosiły. Jak się okazało, niepotrzebnie tym wszystkim się tak przejmowałam, gdyż spędziłam z nimi naprawdę fajne 3h, przekazałam multum swoich tzw. "mądrości", pokazałam im dużo nowych rzeczy, otworzyłam oczy na różne aspekty ruchu i mam ogromną nadzieję, że choć jeden procent z tego wszystkiego co z nim robiłam kiedyś się im przyda. Dziękuję bardzo bardzo bardzo za zaproszenie dziewczyny!!! :*
Prosto z warsztatów pojechałam do Kołobrzegu. Spotkałam się (w końcu!) z moją kochaną Martą na małe słodkie co-nieco, przegadałyśmy kilka godzin, wyśmiałyśmy się i nareszcie czuję się usatysfakcjonowana, że nadrobiłyśmy "zaległości". Dziękuję Ci Martulka bardzo bardzo bardzo za to! :* czeeeekam na Ciebie w Poznaniu za 2 tyg. kochana!
Odwiedziłam mój ukochany VSDS, oczywiście ja jak to ja, przy okazji wpakowałam się jeszcze w tańczenie na meczu, co swoją drogą bardzo lubię :) Dymcia zrobił świetną chorełkę do Can I Have It Like That, Pharrella. Wieczorem wybrałam się z Adrianą do saksofonu. Jak zwykle przez miliard godzin nie mogłyśmy się nagadać. Ta dziewczyna nie przestanie mnie zadziwiać, poważnie ; *
z kolei w sobotę z rana wybrałam się do garnizony odwiedzić moje dzieciaczki i popatrzeć na ich poczynania podczas mojej nieobecności. Polunia, słoneczko mocno się mną zestresowała - przepraszam :* Marta chill totalny, profeska 100%, uwielbiam ją normalnie! Później szybkie pakowanko i na mecz. Kotwica wygrała oczywiście! Zapomniałam już jak bardzo mocno kocham mecze koszykówki. Jednak śledzenie statystyk na PLK podczas zajęć z fonetyki, to nie to samo co oglądanie meczu na żywo.
Wieczorem Thomas obchodził urodziny, więc była gruuuuba biba, hahahaha! Szczegółów nie zdradzę, ale było naprawdę ostro! Dzisiaj o 8 jak wstawałam na pociąg miałam ochotę strzelić sobie kulkę w pękający łeb i przypomniałam sobie, że kac morderca nie ma serca i nic mi nie pomoże, podczas 4 godzinnej podróży do Poznania. Dlatego właśnie przed chwilą wstałam ;)
btw właśnie się zorientowałam, że to jest mój 30 post... maaaatko jak to szybko zleciało!
btw właśnie się zorientowałam, że to jest mój 30 post... maaaatko jak to szybko zleciało!
wrzucam duuuużo zdjęć z ostatnich dni i do usłyszenia!
![]() |
| piernikowe latte i już czuję święta! |
![]() |
| mniami dinner |
![]() |
| my lovely sister!:* |



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz